|
niedziela, 15 lutego 2009
Kolej transsyberyjska - Rady praktyczne
WIZY Aby otrzymać wizę do Rosji niezbędne jest zaproszenie lub voucher z biura turystycznego. Jest cała masa różnych biur pośredniczących i pomagających przy załatwieniu formalności. Koszt to około 100-200 złotych za pośrednictwo + koszta konsularne. BILETY Jeśli ktoś ma czas i cierpliwość może próbować kupować bilety samemu na stacjach w Rosji. Jest to opcja zdecydowanie najtańsza ale obarczona ryzykiem, że na dany pociąg nie będzie już miejsc. My musieliśmy się trochę spieszyć więc skorzystaliśmy z oferty biura turystycznego EYAND TRAVEL, które także pomaga w formalnościach wizowych. Wszystko odbyło się bez zastrzeżeń dlatego z czystym sumieniem mogę polecić to biuro. JEDZENIE (z punktu widzenia veganina) W pociągach Rosyjskich a także Chińskich mamy dostęp przez 24 godziny na dobę do wrzątku i zimnej wody zdatnej do picia za darmo. Warto zaopatrzyć się w jakieś błyskawiczne makarony, płatki ryżowe, kaszę Kus-kus, sól, sosy np. tao-tao słodko-kwaśne, herbatki, kawę, kakao – co kto lubi. Podczas postoju na stacjach można kupić podstawowe wegetariańskie produkty m.in. ciepłe ziemniaki. W Moskwie działają co najmniej 2 wegetariańskie przybytki. Aktualna lista wszystkich wegetariańskich barów i restauracji zawsze do sprawdzenia na stronie Happy Cow – polecam wszystkim tę stronę. Każdy może założyć tam konto i rozwijać witrynę do czego gorąco namawiam! Strona w języku angielskim. W składzie pociągu jest wagon restauracyjny gdzie można doświadczyć bliskiego spotkania z rosyjską wódką – nawet jeśli się tego bardzo nie chce… Poza alkoholem i sokami nie widziałem tam nic wegetariańskiego. HIGIENA Toalety są zadbane i sprzątane regularnie. W kranie jest tylko zimna woda a w każdej kabinie ubikacji jest dziura umożliwiająca odpływ wody, dzięki której da się za pomocą plastikowej butelki brać prysznic. CO ZABRAĆ ZE SOBĄ Klapki/japonki, kubek do herbaty, talerzyk, sztućce, latarkę – po 23ciej gaszone jest światło w pociągu, zatyczki do uszu – jeśli ktoś nie potrafi zasnąć gdy obok ktoś prowadzi konwersację, podstawowe produkty higieniczne. Jako, że podróż trwa dosyć długo, warto zabrać ze sobą coś do czytania, szachy/warcaby/karty do gry. Z biegiem kilometrów atmosfera w pociągu się rozluźnia – dobrze jest się od czasu do czasu odezwać do sąsiada dlatego warto zabrać ze sobą słownik rosyjsko-polski jeśli ktoś nie włada tym językiem. BEZPIECZEŃSTWO Wiele osób zaraz po podróży pytało mnie jak wygląda sprawa bezpieczeństwa. Czy mieliśmy kontakt z mafią, czy nas okradziono lub chociaż pobito ;) ? Nic takiego się nie stało. Podróż pociągiem transsyberyjskim jest nad bardzo bezpieczna. Każdy z wagonów ma parę prowadników, którzy nie tylko dbają o czystość ale także pilnują by do przedziału nie wszedł nikt bez biletu podróży. Należy oczywiście zachować podstawowe środki ostrożności – mieć zawsze przy sobie dokumenty i pieniądze a także kosztowności by nie kusić nikogo. Pociąg do Pekinu
26.08.2008 - 8:30 rano: Irkuck Główny – Na dworze 4 stopnie Celsjusza, pogoda bardziej zimowa niż letnia. Pociesza nas fakt, że to koniec zimna na naszej trasie. W Pekinie utrzymują się od jakiegoś czasu 40 stopniowe upały. Zanim jednak tam dojedziemy, czekają nas 4 dni w pociągu przez Mandżurię.
Na trasach międzynarodowych nie ma już 3-cich klas. Klasa 2-ga to przy polskich pociągach – klasa lux. Do dyspozycji pasażerów są szafeczki na jedzenie i cenne rzeczy, telewizor LCD, klimatyzacja i nieskazitelnie czysta pościel. Nawet obsługa naszego pociągu wydaje się być bardziej milsza od poprzedniej. Ponoć ludzie z Syberii mają opinię najbardziej uczynnych w Rosji – to opinia naszej współpasażerki – nauczycielki języka Rosyjskiego w Harbinie w Chinach. Coś w tym musi być bo na wieść o tym, że zgłodnieliśmy i nie jemy mięsa w tym ryb (jakby ryba była warzywem) na 2-minutowym postoju na jednej ze stacji nasza prowadniczka organizuje nam ciepłe kartoszki od Babuszek.
Schowek pełen warzyw... ...im bliżej Chin tym roślinność coraz bardziej stepowa. Irkuck cd...
Z nastaniem nowego dnia ruszamy na przystanek autobusowy w Listviance. Musimy wrócić do Irkucka po zarezerwowane bilety do Pekinu a przy okazji zarejestrować swój pobyt w Rosji. Brak rosyjskiej pieczątki z informacją o noclegu (po rosyjsku „registracji”) na karcie wizowej może oznaczać kłopoty na granicy przy wyjeździe. W Listviance tuż obok przystanku autobusowego znajdujemy budynek administracji gdzie za 100 rubli dostajemy wpis w karcie wizowej. Notabene za tę samą czynność w hotelu żądano 450 rubli co jak na rosyjskie ceny jest strasznym zdzierstwem. Listvianka i jezioro Bajkał
Marszruta z Irkucka zatrzymuje się nad jeziorem Bajkał w centrum malowniczej turystycznej wioski Listvianka. Ogromny zbiornik słodkiej wody najgłębszego jeziora świata przypomina bardziej morze niż jezioro. O betonowy brzeg rozbijają się fale, nad głowami latają mewy a po tafli jeziora pływają statki turystyczne i kutry rybackie. Miasteczko poza interesującą drewnianą i zadbaną architekturą samo w sobie nie oferuje zbyt wielu atrakcji dla wegetarian/wegan. W powietrzu unosi się trudny do zniesienia dla vege nosa zapach palonych ciał morskich stworzeń. Ceny w pokojach gościnnych drogie a w budkach z jedzeniem nic poza rybim mięsem – postanawiamy przenocować na dziko nad samym jeziorem poza granicami miasta.
Listvianka
Trudny jest żywot vegana w Listviance
Po pięciu dniach spędzonych w pociągu gdzie za prysznic robiła butelka po wodzie mineralnej czujemy silną potrzebę wykąpania się w jeziorze. Jest wieczór, na dworze około 10 stopni Celsjusza, woda w Bajkale lodowata do tego wieje wiatr… Marcin nie zrażony warunkami postanawia wskoczyć do wody i namawia mnie do tego samego. Mam spore opory – jestem typowym zwierzęciem ciepłolubnym bez zapędów do bycia „Morsem”. Zadowolona mina Marcina zaraz po wyjściu z wody przekonuje mnie jednak do rozebrania się i wbiegnięcia do lodowatej wody. Wytrzymuje zanurzony około 15 sekund i z krzykiem uciekam na ląd. O dziwo zaraz po wyjściu z zimnego jeziora – robi mi się ciepło. Całej naszej akcji przyglądają się Rosjanie, którzy obok palą ognisko. Widząc jacy z nas wariaci zapraszają do siebie na łyk rozgrzewającej wódki. Okazuje się, że to po części Polacy – potomkowie zesłańców, ale już nie władający naszym językiem.
Nieproszony gość w namiocie
Tak nam się podoba miejsce, w którym spędziliśmy noc, że postanawiamy zostać tu dłużej. Kolejny dzień mija nam bardzo leniwie. Ładujemy baterie przed kolejną częścią podróży do Chin. Irkuck
Po pięciu dniach spędzonych w wagonie 16stym pociągu relacji Moskwa-Czyta wysiadamy na dworcu w Irkucku. Atmosfera miasta jest już wybitnie azjatycka. Ludzie, których widać na ulicach to mieszanka „białych” o urodzie europejskiej i egzotycznych dla nas Buriatów o urodzie mongolskiej. Zupełnie zdezorientowani bez przewodnika szukamy informacji na temat możliwości dostania się nad jezioro Bajkał do Listwianki. Nikt z mieszkańców nie potrafi nam pomóc poza taksówkarzami, którzy za ruble, euro lub dolary mogą nas zawieźć gdzie tylko będziemy chcieli. Małe kłamstewko o tym, że jesteśmy studentami skutkuje. Jeden z taksówkarzy radzi byśmy wsiedli w tramwaj i udali się na główny dworzec autobusowy na drugim końcu miasta. Tam można złapać tzw. „Marszrutę” – zbiorowe taxi do Listvianki. Nie trzeba było nam dwa razy powtarzać. Wsiadamy w zdezelowany tramwaj i ruszamy przez most na rzece Angara do centrum Irkucka. Bilet na tramwaj kosztuje zaledwie 10 rubli – wrażenia bezcenne. Tramwaj snuje się ulicami Irkucka. Mijamy rozpadające się drewniane domy. Niektóre z nich wyglądają jakby miały się za chwilę zapaść pod ziemię. Rejon Irkucka nawiedzają często trzęsienia ziemi. Kolejne bardzo silne nastąpi zaraz po naszym wyjeździe z miasta.
![]() Lenin jest wszechobecny w Rosji
Kolej transsyberyjska
19.08.2008 – Po 2 dniach spędzonych w Moskwie, zaliczeniu wszystkich najważniejszych zabytków, odbyciu kąpieli w rzece Moskwa w centrum miasta (o dziwo czystej !) ruszamy na 5 dniową przejażdżkę pociągiem przez pół Rosji w wagonie klasy 3-ciej. Naszym kolejnym przystankiem będzie już Irkuck nad jeziorem Bajkał. Trzecia klasa pociągu transsyberyjskiego wcale nie jest gorsza od naszych 2-gich klas. Jest wręcz przeciwnie. Do dyspozycji mamy rozkładane łóżko, w przejściach 24 godzinny dostęp do wrzątku, z głośników leci rosyjskie disco – gdyby tylko nie ten zapach mix zupek chińskich, mięsa i gdzieniegdzie potu można by rzec, że warunki komfortowe. Ogólnie jest dobrze – właśnie tak jak ma być!
Podstawianie wagonów kolei Transsyberyjskiej w Moskwie
W każdym wagonie jest dostępny wrzątek przez 24h/dobę. Pociąg mknie przez bezdroża Rosji. Co kilometr ustawione są tabliczki informujące o odległości do Moskwy. Na 1773 kilometrze mijamy symboliczną granicę Europy i Azji. Co kilka godzin pociąg zatrzymuje się w większych miastach. Postój trwa średnio 20-30 minut – jest to czas, który pozwala zaopatrzyć się we wszelakie produkty oferowane przez miejscową ludność. Niezbyt skutecznie przeganiane przez Milicjantów „babuszki” sprzedają głównie jedzenie i napoje. Zaraz na pierwszej stacji od Moskwy udaje nam się kupić ciepłe ziemniaczki (kartoszczki) gotowane na wodzie bez tłuszczu z koperkiem a do tego małosolne ogórki. Ceny są bardzo przystępne (za wymieniony zestawik zapłaciłem równowartość 5 zł), można się delikatnie targować chociaż jest to trudne bo chętnych na ciepłe ziemniaczki jest całkiem sporo. Na kolejnych stacjach z wegańskim jedzeniem było już trochę gorzej jednak nie tragicznie. Im dalej od Moskwy tym więcej ryb i mięsa. Można kupić pierogi z kapustą i grzybami – jednak nie mieliśmy pewności co do użytego przez babuszkę tłuszczu więc nie próbowaliśmy. Jedną z rzeczy, która jest pod dostatkiem na każdej stacji to alkohol.
Co kilometr ustawione są tabliczki informujące o odległości do Moskwy.
Babuszki na jednej ze stacji kolei Transsyberyjskiej
Podczas postoju można kupić prawie wszystko.
Im dalej od Moskwy tym ludność coraz bardziej skośno-oka.
Dla spragnionych historii na niektórych stacjach można podziwiać zabytki techniki. Podczas jednego z postojów jestem świadkiem interwencji znudzonego życiem milicjanta, który próbuje przegonić peronowych handlarzy jedzeniem. Widok milicjanta z gumową pałką w ręku nie zrobił na babuszkach większego wrażenia. Nie dając za wygraną odpowiadały silnymi argumentami, które bez trudu trafiały nawet do prostego mózgu mundurowego „ktoś tych biednych ludzi wykarmić przecież musi!”. Silne poczucie misji babusiek zwyciężyło nad bezdusznym systemem – zaopatrzeni w zapasy na drogę ruszamy dalej w świat.
![]() Zupki chińskie Krajobraz za oknami to niekończący się las świerkowy i brzozowy na zmianę ze stepami i bagnami. Mijane wioski wyglądają jakby czas zatrzymał się tu dawno temu – drewniane domy, nie asfaltowe drogi i rozlatujące się stare auta. Rosja poza Moskwą na trasie na pewno nie robi wrażenia super mocarstwa.
4261 km za Moskwą, 4 dzień podróży i powoli zaczyna nam się wszystko dłużyć. Poranek przywitaliśmy obfitym śniadanio-obiadem w postaci kartoszków i pomidorów z ogórkami, potem długo, długo nic. Udało nam się nawiązać kontakt z naszymi chińskimi sąsiadami a wszystko za sprawą nowej współpasażerki dwa łóżka dalej. Pewne… „elementy”… (przepraszam wszystkie feministki, ale nie chciałem być bardziej dosadnym…) kobiecych wdzięków łączą większość mężczyzn z całego świata. Chińscy współtowarzysze podróży nauczyli nas kilku bardzo użytecznych zwrotów w języku chińskim takich jak „Ile to kosztuje” oraz „piękna dziewczyna”… W każdej ubikacji w podłodze znajduje się otwór umożliwiający odpływ wody, która dostała się na podłogę. Wystarczy nalać do przepołowionej butelki trochę wody i już można oddawać się rozkoszom transsyberyjskiego prysznica. Zimny prysznic stawia na nogi i przyjemnie pobudza całe ciało. To właśnie pod jego wpływem powstał ten wpis, który właśnie czytacie.
Po kilku dniach każdy się "zadomawia" w pociągu :)
Moskwa
17.08.2008 Po 24 godzinach jazdy pociągiem z Lwowa do Moskwy wysiadamy na stacji obsługującej pociągi z Ukrainy. Uderza nas ogrom miasta. Szerokie na 6-8 pasów ulice, w którą stronę nie spojrzeć tam wyłania się przypominający warszawski Pałac Kultury ogromny gmach.
Uniwersytet na Worobiowych Górach Bagaże zostawiamy na dworcu w przechowalni bagażu udajemy się w stronę historycznego centrum – na Kreml. Na deptaku prowadzącym w stronę centrum miasta kupujemy kwas chlebowy. Szczerze powiedziawszy nigdy za tym smakiem nie przepadałem, jednak w Moskwie… dobrze schłodzony, prosto z beczki smakuje wyśmienicie i doskonale gasi pragnienie a w dodatku to prawdziwa bomba minerałów i witamin. Wielka armata - Kreml
Sobór Uspieński
W Moskwie prawie na każdym kroku widać milicję. Ostrzeżeni przez internetowe relacje podróżników staramy się nie spoglądać funkcjonariuszom w oczy. Zbyt długi kontakt wzrokowy to pewna kontrola dokumentów. Zapomnieliśmy się raz i… milicjant po rosyjsku prosi o paszport. Nie mam wymaganej „registracji” hotelowej – spać będziemy u osoby prywatnej. Milicjant pyta o brakującą pieczątkę z rejestracją a ja udaję, że „nie panimaje pa ruski”. Pytam o angielski na co milicjant odpowiada, że „spik inglisz wery litl”. Wygląda na to, że nie jesteśmy w stanie się dogadać, zrezygnowany mundurowy macha ręką i odpuszcza sobie naszą kontrolę.
Sobór Wasyla Błogosławionego - z pomnikiem Pożarskiego i Minina Moskwę w czasie naszej wizyty targały ponad 30 stopniowe upały. Gorące i ciężkie miejskie powietrze w końcu daje nam się we znaki, tracimy cenne minerały wraz z potem a co za tym idzie robimy się coraz bardziej głodni. Postanawiamy odwiedzić jedną z 2ch wegetariańskich restauracji w Moskwie. Informacje na ich temat – jak również na temat prawie wszystkich wegetariańskich przybytków na całym świecie – znajdujemy na stronie internetowej www.happycow.net – ten adres internetowy powinien pamiętać każdy vege podróżnik! Wybieramy na początek AGANNATH stosunkowo niedaleko Kremla. Jak na Moskwę przystało ceny w restauracji dosyć wysokie jednak jedzenie i atmosfera miejsca znakomite.
AGANNATH - Vege restauracja w Moskwie Druga z Moskiewskich wegetariańskich restauracji – a raczej vege Fast foodu już nie jest taka droga. Prowadzona przez hindusów znajduje się w centrum handlowym nieopodal stacji metra DINAMO MOSKVA.
Po obfitym posiłku postanawiamy zwiedzić słynne moskiewskie Metro.
Noc spędzamy w domu „Artem”, którego poznaliśmy za pośrednictwem hospitalityclub.com. Dla niewtajemniczonych - Hospitality Club jest przestrzenią w Internecie gdzie spotykają się podróżnicy i osoby, które oferują bezpłatny nocleg w swoim domu dla gości. Jeśli ktoś kocha podróżować, nie boi się lokalnych ludzi, ma wstręt do hermetycznych bunkrów hotelowych lub po prostu chce zaoszczędzić to Hospitality Club jest jedną z kilku platform internetowych, od których powinno się zacząć planowanie podróży. Można też nie planować niczego tak jak robiliśmy to później w Chinach, jednak w bardzo drogiej Moskwie – warto poszukać noclegu wcześniej. Lwów w przelocie...
16.08.2008 Do Lwowa przyjeżdżamy ok. 1 w nocy. Plecaki zostawiamy w przechowalni bagażu i ruszamy nieoświetlonymi ulicami do centrum. Główny deptak miasta tętni życiem – w końcu to weekend. Snujemy się od uliczki do uliczki, od cerkwi do cerkwi podziwiając częściowo ogarnięte mrokiem a częściowo pięknie podświetlone stare miasto.
Postanawiamy przenocować na wzgórzu górującym nad miastem. Nie jesteśmy sami – razem z nami młodzi ludzie celebrujący wolny dzień od pracy. Zabawa jest spokojna więc można na chwilkę zasnąć.
Psy, koty i ludzie żyją w zgodzie i pełnej symbiozie :)
Wrocław Główny
15.08.2008 Rozpoczyna się moja kolejna wyprawa w świat. Tym razem koleją przez Lwów, Moskwę, Irkuck do Chin. Wszystkie formalności załatwione, bilety aż do Pekinu wykupione, pora ruszyć w nieznane. Kolejna podróż życia. Jadę razem z kolegą Marcinem, którego znam od przedszkola – a więc już 24 lata. Pisze ten dziennik siedząc już w pociągu do Lwowa wciąż niedowierzając temu co się dzieje. Spełnia się nasze kolejne marzenie.
W Przemyślu pociąg musi zmienić „podwozie”. Operację dość spektakularną wykonują mocno „zmęczeni życiem” (czytaj piciem) pracownicy kolei. Tory na wschód od Polski mają o 8 cm szerszy rozstaw więc konieczna jest zmiana kół wagonów. Cała operacja trwa ponad godzinę i pomimo ciężkiego losu panów obsługujących maszyny idzie wszystko całkiem sprawnie. Pociąg razem z pasażerami podnoszony jest kilka metrów nad ziemię. Podwozie dostosowane do polskich torów odjeżdża a w jego miejscu pojawia się szerszy zamiennik. Po oddaniu przez polskiego celnika paszportów ruszamy dalej w stronę Ukrainy.
sobota, 12 stycznia 2008
|
|